środa, 1 lipca 2020

Włamanie do domu pod pretekstem ratowania psa


Włamanie do domu pod pretekstem ratowania psa

Na zdjęciu nie widać ani ostrego słońca ani żaru, raczej pochmurno.
Skąd wiadomo, kiedy szczeniak znajdujący się na balkonie pił wodę i jadł?
Skąd wiadomo, że był głodny i spragniony? Być może to urojenia policjantów, że pies był głodny I spragniony. A może na balkonie stała miska z wodą tylko policjanci jej nie zauważyli?
Być może pił wodę I jadł karmę godzinę przed zdjęciem go z balkonu.
Nawet jeżeli na balkonie nie stała miska z wodą to nie znaczy że szczeniakowi groziła śmierć. Pies to nie jest ryba, żeby musiał się maczać w wodzie 24 godziny na dobę. Wystarczy, że dostanie kilka razy dziennie pić.
Na balkonie psu nie groziło uduszenie się - miał pełny dostęp do powietrza.

Drugi pies znajdował się w domu w cieniu z dostępem do wody i jedzenia, a mimo to włamano się do domu i też został wyniesiony z domu. Po co? Gdzie tutaj znęcanie się? Gdzie zagrożenie zdrowia i życia?

A gdzie poszanowanie prawa własności i miru domowego???

Kto zapłaci za zniszczone okno i kto zapłaci za wynajęcie wysięgnika?

Ustawa o ochronie zwierząt do poprawki!

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/olsztyn-zostawili-psy-w-rozgrzanych-pomieszczeniach-policja-uratowala-zwierzaki/ldp3xzd

środa, 17 czerwca 2020

Identyfikacja problemu z fundacjami

Minister Rolnictwa
Jan Ardanowski

Szanowny Panie Ministrze!

Problem z fundacjami polega na tym, że leniwa, komformistyczna, pasożytnicza hołota udająca obrońców zwierząt, znalazła sobie sposób na wygodne życie cudzym kosztem, po trupach. Dosłownie po trupach!

Osoby szemrane, nie wiadomo skąd wytrzaśnięte, zajmują się rabunkiem cudzej własności pod pretekstem ratowania zwierząt, których wcale nie ratują, tylko przejmują dla własnych korzyści.

Obecnie fundacje są także wykorzystywane do porachunków. Napuszcza się fundacje ze złośliwości, zawiści, zemsty lub po to, by wykosić konkurencję. Są też zlecenia na zdobycie określonych zwierząt i nieruchomości. 

Fundacje chętnie się podejmują takich napadów, gdy dostają donos o rzekomym znęcaniu się czy zaniedbywaniu zwierząt, bo na starcie mają pretekst i wsparcie kłamcy, oszczercy, zainteresowanego tym, by zaszkodzić właścicielowi zwierząt i złożyć pokrętne, fałszywe zeznania.

Fundacje wpadają znienacka, na przednówku, kiedy zwierzęta zazwyczaj wyglądają nieco gorzej niż latem, gdy mają full wypas, wpadają w dni świąteczne, aby właściciel zwierząt nie mógł wezwać inspektora weterynarii lub swojego weterynarza lub prawnika.

Wszystko, co się znajduje na miejscu, jest tendencyjnie i negatywnie oraz wprost kłamliwie interpretowane przez rozwrzeszczane paniusie inspektorki.

Zazwyczaj to kobiety się tym procederem zajmują, lecz często korzystają z usług różnych mięśniaków, w razie, gdyby doszło do rękoczynów. A dochodzi, bo ludzie bronią swego dobytku.

Podczas napadów na właścicieli zwierząt kradzione są nie tylko zwierzęta, ale i dokumenty oraz pieniądze.

 Dewastowane jest mienie właściciela zwierząt. Sam właściciel jest poniewierany i poniżany. Wielu gospodarzy, hodowców czy właścicieli pojedynczych zwierząt doprowadzanych jest do rozstroju zdrowia psychicznego i fizycznego.

Perfidne fundacje terroryzujące i wyprowadzające z równowagi bezbronnych cywili, potrafią zastraszać psychiatrykiem jak i uprowadzeniem dzieci do domu dziecka, a nawet straszyć donosem do nadzoru budowlanego. To są terroryści, a nie wróżki pełne ciepła i dobroci.

Na takie kreują się na pokaz, gdy się fotografują ze zrabowanymi zwierzętami właścicielskimi i na pokaz cmoktają je w pyszczki.

Dodatkowo, na mocy zmiany z 2018 roku do Ustawy o Ochronie Zwierząt, bandziory dostały wsparcie mundurowych, którzy nie znają prawa, albo udają, że nie znają prawa i pomagają fundacjom skubać właścicieli z ich dobytku. Pomocnictwo w okradzeniu właściciela nazywają "asystą".

Nie wszędzie i nie wszyscy policjanci dają się wkręcić w takie akcje, ale są i tacy, którzy z pełną świadomością biorą w przestępstwie udział, licząc na to, że nie poniosą żadnych konsekwencji swego działania.

Udział w grabieży może być też formą zemsty za skargi na działania policji. Niestety, policjanci żyją w przeświadczeniu bezkarności nie bez powodu.

 Realia naszego państwa są takie, że postkomunistyczna policja jest brutalna, chamska i bezkarna, realnie wyjęta spod prawa i robi co chce nigdy nie ponosząc za swoje przestępstwa i wykroczenia jakichkolwiek konsekwencji.

 Do tego, podczas rabunku, są ślepi i głusi na inne przestępstwa fundacji, w tym na złe traktowanie zwierząt, a nawet znęcanie się i doprowadzanie do śmierci.

Po prostu żyjemy w państwie bezprawia i robienie ustaw, które dają przestępcom w mundurach i urzędowych biurach dodatkowe, nadmierne kompetencje, prowadzi do straszliwej krzywdy ludzkiej.

Dlatego nie można do tego dopuścić, aby ustawa była tak sformułowana, by dawała milion sposobów nadużyć, matactwa i zalegalizowanych przestępstw kryminalnych.

 Ustawa nie może dawać NIKOMU uprawnień do zaboru zwierząt, a zwłaszcza bez wyroku sądu i bez wydanej decyzji administracyjnej, bez sporządzenia w obecności właściciela protokołu odbioru konfiskowanych zwierząt i ich opisania, badania na miejscu oraz oznakowania. 

Osoby, które prowadzą fundacje pro zwierzęce, nie znają się na zwierzętach i ich dobrostanie. Snują swoje jakieś patetyczne, naciągane bajki oderwane od rzeczywistości.

 Dodatkowo, jeśli wśród wolontariuszy fundacji znajdą się wegetarianie lub weganie, to dochodzi do prawdziwej histerii i wojny ideologicznej, gdyż według tych niedojrzałych mentalnie osób, zjadanie mięsa to coś złego, a rolnicy i hodowcy, którzy hodują zwierzęta na mięso, mleko i jaja - to osoby do linczowania i odstrzału.

Można zobaczyć na przykładzie redaktora POLSATu, pana Bebło, który aż kipiał z oburzenia, że śmiałam zjeść swojego własnego konia 😁 A to tylko zwykły objaw gospodarności - skoro konisko padło na kolkę, to i tak już strata moja była wielka, ale chociaż mięso próbowałam uratować i wykorzystać, i trzeba przyznać, że smaczne było.👍

Podczas najazdów na gospodarstwa i inne prywatne posesje, właściciela się zastrasza, wmawia się mu, że zwierzęta są chore, że trafią w bardzo dobre ręce i warunki, fundacja wymusza na właścicielu wydanie zwierząt i siłą je zabiera, zwierzęta, którym nic nie jest.

A potem  te zwierzęta trafiają na handel lub do rzeźni, a nieświadomemu właścicielowi wystawia się wyssane z palca  rachunki na bajońskie kwoty i w ten cwany sposób przejmuje się nieruchomości.

De facto, Ustawa o Ochronie Zwierząt jest coraz częściej wykorzystywana przez prawnicze i urzędnicze kliki do przejmowania cudzych gospodarstw, na pokrycie sztucznie wygenerowanego przez fundację i gminę długu.

Trzymają zwierzęta miesiącami i latami, kłamią, że wymagają leczenia, wystawiają coraz to wyższe rachunki, a to za transport na drugi koniec Polski, a to za hotelowanie u zaprzyjaźnionego z fundacją usługodawcy, a to za pozorowane leczenie.

To jest niebywały przekręt, to co robią fundacje. Gdybym  sama tego nie doświadczyła i nie miała wiedzy o przekrętach innych fundacji i sposobach ich działania, to nie wiem czy bym uwierzyła.

Po wywiezieniu, zwierzęta są poddawane manipulacjom dla celów sfabrykowania fałszywej dokumentacji weterynaryjnej, mającej na celu umożliwienie sądowe przejęcie zwierząt przez fundację na stałe i obciążenie właściciela gigantycznymi, wyssanymi z palca rachunkami.

Fundacje zrabowane zwierzęta głodzą, kaleczą, zarażają, fotografują pod niekorzystnym kątem, tak, by zwierzę wyglądało na bardzo wychudzone i zaniedbane.

 Dodatkowo, zdjęcia i filmy są kręcone z użyciem filtrów, materiał fotograficzny jest obrabiany tak, by zwierzęta na nim występujące, wyglądały mega tragicznie.

Zdjęcia zmarnowanych i zmanipulowanych zwierząt są wysyłane do weterynarza na drugim końcu Polski. Weterynarz wystawia opinię na podstawie zdjęcia, lub robi obdukcję kilkanaście dni lub kilka tygodni po wywiezieniu tych zwierząt od właściciela, po tym, jak zwierzęta zostały już przez fundację odpowiednio wymaltretowane i wyglądają na prawdę kiepsko.

Do tego dochodzi fundacyjna afektowana, wstrząsająca opowieść o potworze- właścicielu, który wg fundacji się znęca kilkanaście lat nad biednymi zwierzętami, no i podkręcony weterynarz wystawia negatywną opinię odpowiednio podrasowaną pomówieniami gościówy z fundacji. Bywa, że pisze słowo w słowo to co insynuuje fundacja.

Weterynarz fundacyjny wystawiając opinię opłacaną sowicie przez fundację po zawyżonych stawkach, po prostu przepłacone opinie - pisze to co fundacja dyktuje.

Fundacje nie zadają sobie trudu, by wypytać właściciela o historię zwierzęcia, tylko piszą własne brednie całkiem od czapy, wydumane, zmyślone tragiczne historyjki mające na celu wzburzyć publikę i wydusić z niej poparcie i datki.

Weterynarz fundacyjny również nie konsultuje się w sprawie zwierząt z ich właścicielem. Wystawia opinię o zrabowanym zwierzęciu wyłącznie na podstawie pomówień fundacji.

Cwaniary z zorganizowanych grup przestępczych udające ratowniczki zwierząt, działają z premedytacją i bezkarnie od lat, a od dwóch lat ich bezprawie weszło na wyższy poziom, bo dostały uprawnienia na miarę gestapo.

 Mogą się o dowolnej godzinie i porze dnia włamać komuś do domu i zrobić z nim i  jego zwierzętami i majątkiem co im się żywnie podoba.

Największy problem wygenerowała zmiana do ustawy z roku 2018, która dała fundacjom dodatkowe uprawnienia na miarę służb państwowych. Mogą się włamać każdemu do domu bezpodstawnie w środku nocy, wystarczy anonimowy donos, pomówienie. 

Fundacja Molosy Adopcje okradała mnie o pierwszej i drugiej w nocy.

Problem nieuczciwości fundacji wynika z tego, że fundacje czerpią ogromne korzyści finansowe i materialne z tytułu rabunku cudzych zwierząt, więc w ich interesie jest by kłamać, mataczyć, krętaczyć.

Wcześniej, tzn. dwa lata wcześniej, fundacjom nie było tak łatwo okradać ludzi bezpodstawnie, gdyż nie wolno im było wywozić zwierząt bez zgody właściciela. Co prawda dość sprawnie sobie z tym radziły, zastraszając właścicieli i wyłudzając od nich zwierzęta, ale nie zawsze się im to udawało. Teraz każdy wyjazd to gwarantowany łup, bo kto im przeszkodzi?

 Jak w okolicy jest uczciwy inspektor weterynarii lub policja, to może uniemożliwić bezprawie. Ale gdy inspektor i policja są umaczane w kradzież? Jak się ma hodowca bronić? Najwyższym dobrem państwa jest obywatel, a nie funkcjonariusz lub urzędnik. Oni mają służy nam, chronić nas przed niebezpieczeństwem i  kradzieżą, zabezpieczać nasze prawa. Tymczasem urzędnicy i funkcjonariusze okradają obywateli. 

Dlatego najlepszą obroną hodowcy będzie brak możliwości wywozu zwierząt bez zgody właściciela.

Fundacje w razie potrzeby mogą pomagać na miejscu. Jest to wskazane, gdyż podczas transportu zwierzęta są tratowane i kaleczone, co jest sprzeczne celem Ustawy o Ochronie Zwierząt. Uśmiercenie zwierząt w ścisku przyczepki nie przystosowanej do przewozu owiec i kóz to jest fatalne działanie. 

Zwierzęta mogą być opisywane, diagnozowane, dokarmiane i leczone na miejscu. Np. ja nie mieszkam pod wulkanem, który za chwilę wybuchnie, aby zasadne było wywożenie zwierząt gdziekolwiek. Nie ma potrzeby ich wywozić. Nie jest to ani zasadne, ani korzystne dla zwierząt. Podczas odbiorów giną zwierzęta, które sobie wcześniej spokojnie żyły na farmie u właściciela.
Dobro ludzkie jest więcej warte, niż zwierząt.  Dobro ludzkie jest dobrem wyższym, niż dobro zwierzęce. Nie wolno zrównywać ludzi do zwierząt, bo to faszyzm, a faszyzm jest ustawowo zabroniony w Polsce jako system totalitarnego zła, które zmiotło z powierzchni Ziemi miliony bezbronnych cywili.

Fundacje mogą pomagać na miejscu, tam, gdzie mieszka zwierzę. Wywożenie zwierząt powinno się odbywać tylko i wyłącznie za pisemną zgodą właściciela i na koszt fundacji, po pouczeniu go na piśmie o przysługującym mu prawu zmiany zdania w terminie do 3 miesięcy.
Ludzie napadnięci znienacka przez rozwrzeszczane pannice, często pod wpływem tego hejtu, ze strachu podpisują zrzeczenia zwierząt, a potem gdy dochodzą do siebie, jest już za późno by odzyskać wywiezione zwierzę.

Fundacja jest stroną postępowania i jako strona nie może mieć dostępu do dowodów, którymi manipuluje by postawić na swoim. Dowodami są zwierzęta. Wiadomo, po co są natychmiast wywożone - po to, by pogorszyć ich stan i uzyskać fejkowe opinie weterynaryjne.
Ustawa o Ochronie Zwierząt musi gwarantować właścicielowi dostęp do jego zwierząt po ich wywiezieniu, celem kontroli ich dobrostanu, który często ulega pogorszeniu po wywiezieniu zwierząt z gospodarstwa.

Właściciel musi mieć zagwarantowane prawo do obecności podczas obdukcji i rozmowy z weterynarzem przeprowadzającym obdukcję.
Właściciel musi mieć zagwarantowane prawo i zabezpieczoną możliwość do fotografowania i filmowania całej akcji, gdyż jako rzekłam wyżej, dochodzi do totalnego mataczenia przez osoby biorące udział w interwencjach i odbiorach oraz obdukcjach.
Ustawa o Ochronie Zwierząt musi mieć wykreślony zapis o karze finansowej 150.000 złotych. Jest absurd. Za nie ostruganie kopyt kara 150.000 złotych? To jest zuchwała kradzież systemowa.
Właściciele nie mogą być z urzędu obciążani kosztami leczenia zwierząt, ich transportu i hotelowania. Wtedy te koszty znikną, albo będą skromne, gdyż gwarancja oskubania właściciela za hotelowanie ukradzionych mu zwierząt skutkuje nadużyciami i naciągnięciami na  wygórowane, bezzasadne koszty.

Zdecydowanie rekomenduję zakaz wywożenia zwierząt bez zgody właściciela. To rozwiąże większość aktualnych problemów z fundacjami. Przestaną kraść na potęgę i kłamać. 

Z poważaniem,
Rzecznik Praw Hodowcy Izabella Redlarska, Rancho Romantica Rebelle, Czukty 1
19-420 Kowale Oleckie, Woj.Warmińsko-Mazurskie, tel. 511945226


środa, 6 maja 2020

Panie Ministrze, proszę o zwrot moich ukochanych zwierząt! 😭😭😭


Panie Ministrze, proszę o zwrot moich ukochanych zwierząt! 😭😭😭

Tak wyglądały zwierzęta na mojej farmie przed ich kradzieżą, oraz ich dobrostan i warunki hodowli:

https://zwierzetaindianki.blogspot.com

Takie piękne hodowle zniszczyła mi fundacja Molosy Adopcje sprowadzona przez skorumpowany PIW Olecko i wójta Kowal Oleckich, Krzysztofa Locmana.

Zdjęcia na bieżąco uzupełniam, a potem dodam opisy. Warto zaglądać do albumu co jakiś czas. Na dole strony:

https://zwierzetaindianki.blogspot.com

jest link "starsze posty" do wcześniej opublikowanych zdjęć.

Zapraszam do przeglądania sielanki zniszczonej przez pazerną na pieniądz, plugawą Elżbietę Kozłowską, prezeskę bandyckiej fundacji Molosy Adopcje, ewidentnie działającej w złej wierze i w złych zamiarach.

wtorek, 3 grudnia 2019

Wniosek o konstruktywną pomoc

Grzegorz Smolarski - stanowisko do spraw środowiska
tel. 515 071 297
g.smolarski@cybinka.pl

Wniosek o konstruktywną pomoc

Witam serdecznie,

Potrzebna konstruktywna pomoc, a nie destruktywna
To, że system prawny w Polsce jest nastawiony na zniszczenie rolnika i rolnictwa polskiego nie znaczy, że państwo musicie brać w tym skandalu udział. Macie państwo wybór: pomóc rolnikowi opanować sytuację bądź wpędzić się w gigantyczne koszty oraz długotrwałe procedury administracyjne i procesy sądowe.
Potrzebna konstruktywna pomoc, a nie destruktywna.

Proszę pozwolić właścicielowi krów aby sam je odłowił ewentualnie pomóc mu i niech te krowy sprowadzi do siebie i je po prostu uwiąże.
Krowy tej rasy to są prymitywne pół dzikie zwierzęta. Nic dziwnego, że uciekły - taka ich natura i to nie jest wina rolnika.

Jeżeli nie można ich normalnie złapać ani podejść to trzeba zastosować naboje ze środkami usypiającym i uśpić zwierzęta w sensie uśpić środkami nasennymi, a nie zabić, następnie przetransportować je na gospodarstwo właściciela i kazać mu uwiązać. Jeżeli rolnik nie dopełni należytych starań żeby nad tym stadem zapanować to wtedy nakazać mu sprzedaż, a nie odbierać je na wyrost.

Proszę pamiętać o tym, że sytuacja, gdzie zwierzęta są rolnikowi zabierane to Gmina musi ponosić koszty ich utrzymania i opieki weterynaryjnej i często jest tak, że gmina nie daje rady i zwierzęta padają, natomiast oddanie zwierząt w ręce pazernych fundacji pro zwierzęcych prowadzi do wystawiania gigantycznych rachunków do zapłaty przez gminę i absolutnie nie gwarantuje zachowania dobrostanu zwierząt, ponieważ fundacje nie radzą sobie z opieką nad odebranymi zwierzętami. Fundacje najlepiej radzą sobie z wystawianiem gigantycznych rachunków za wyssane z palca usługi, które nie miały miejsca bądź naciągane usługi, które były zbędne.

Tego typu bydło da radę wyżyć samo w okresie zimowym będąc na wolności, mając dostęp do lasów, pól, łąk. Tak samo jak żubry żyjące na wolności, chociaż wskazane by było przynajmniej w okresie początkowej adaptacji dokarmiać bydło w okresie zimowym. Ta włochata rasa spokojnie przetrwa zimą w lesie.

Może warto rozważyć zamiast ich odławianie ich zimowe dokarmianie w lesie, gdzie są obecnie? Po prostu można zobligować do tego rolnika, żeby dokarmiał te swoje krówki zimą w lesie to wtedy gmina zaoszczędzi dziesiątki tysięcy zł, a rolnik nie trafi do pudła, chociaż jeżeli to jest majętny człowiek to wynajmie sobie prawnika, który z tego go wybroni, bo to nie jego wina, że bydło mu uciekło i nie jest to ani zaniedbanie ani znęcanie się.

Jednak stopień ryzyka, że tak zwane wolne sądy wydadzą irracjonalny, krzywdzący dla rolnika wyrok jest bardzo duży, więc radziłabym nie ryzykować i nie przechodzić przez ten sądowy młyn tylko sprawę załatwić poza sądem.

Bracia Skorupa stracili ogromne stado bydła mimo, że byli niewinni, bo tak działają tak zwane wolne sądy w Polsce. Mieli beznadziejnego prawnika - takiego jakiego sobie wybrali. Ale niestety wynajęcie nawet bardzo dobrego prawnika nie gwarantuje wygranej w sądzie, mimo oczywistych racji strony, ponieważ jak powiedziałam, działające w Polsce antyrolnicze, antypolskie sądy bardzo często wydają oderwane od prawa i rzeczywistości wyroki.

Druga opcja jest taka, że rolnik może zrzec się krów na rzecz gminy wówczas gmina będzie dokarmiała krowy w okresie zimowym w tym lesie i będzie miała swoją atrakcję turystyczną i łowiecką. W Polsce kiedyś żyły dziko tury, które niestety wyginęły. To bydło szkockie może zastąpić je. Oczywiście należy się liczyć ze szkodami łowieckimi, bo to bydło będzie wchodziło innym rolnikom w szkodę tak jak sarny i jelenie oraz dziki.

"W związku ze wszczętym postępowaniem administracyjnym z urzędu przez Gminę Cybinka w sprawie czasowego odebrania zwierząt właścicielowi stada krów należącego do spółki "BARD-BUD" z siedzibą w Maczkowie 8, Urząd Miejski w Cybince poszukuje firm lub osób fizycznych (rolników), którzy podjęliby się odłowienia 5 szt. bydła rasy hihgland cattle przemieszczających się luzem w okolicach miejscowości Urad. Zainteresowanych prosimy o kontakt osobisty, telefoniczny lub drogą elektroniczną. Osoba do kontaktu :Grzegorz Smolarski - stanowisko do spraw środowiska tel. 515 071 297, e:mail g.smolarski@cybinka.pl"

Z poważaniem,
Rzecznik Praw Hodowcy
Izabella Redlarska, Rancho Romantica Rebelle, Czukty 1, 19-420 Kowale Oleckie, Woj.Warmińsko-Mazurskie, tel. 511945226, https://rzecznikprawhodowcy.blogspot.com/

Prymitywne bydło w lesie

Tego typu bydło da radę wyżyć samo w okresie zimowym będąc na wolności mając dostęp do lasów, pól, łąk. Tak samo jak żubry żyjące na wolności, chociaż wskazane by było przynajmniej w okresie początkowej adaptacji dokarmiać je w okresie zimowym. Ta włochata rasa spokojnie przetrwa zimą w lesie.
Może warto rozważyć zamiast ich odławianie ich zimowe dokarmianie w lesie,  gdzie są obecnie? Po prostu można zobligować do tego rolnika, żeby dokarmiał te swoje krówki zimą w lesie to wtety gmina zaoszczędzi  dziesiątki tysięcy zł.


Świnie w szklarni


Instrukcja w sytuacji kryzysowej dotyczącej napadu fundacji prozwierzęcej na gospodarza

Urząd Gminy Igołomia-Wawrzeńczyce
32-125 Wawrzeńczyce 57
Tel/fax: 12 2874003, 2874007, 2874037
ug_igwaw@poczta.onet.pl


Instrukcja w sytuacji kryzysowej dotyczącej napadu fundacji pro zwierzęcej na gospodarza

Proszę natychmiast uruchomić fundusz Gminy celem wspomożenia rolnika na miejscu. Proszę pomóc mu wysprzątać jego siedlisko, zadbać o wygląd i higienę.

Usunąć wszelkie ostre przedmioty z miejsca bytowania zwierząt oraz gnój i pościelić świeżo słomą. Zaopatrzyć gospodarstwo w paszę i karmę jeśli jej nie ma.

Dać do pomocy jedną osobę tymczasowo zanim gospodarz się ogarnie.

Udzielić pomocy prawnej gospodarzowi. Pomóc mu skompletować wszelkie niezbędne dokumenty dokumentujące jego niewinność: wszelkie faktury zakupu paszy, usług weterynaryjnych, szczepień.

Poszukać świadków w tym weterynarzy, którzy zaświadczą, że gospodarz dba o zwierzęta. Ustalić co się stało, czy faktycznie zwierzęta były w tragicznej kondycji, czy to tylko wybujała wyobraźnia fundacji prozwierzęcej, która zarabia grube tysiące na takich akcjach.

Natychmiast wysłać swoich weterynarzy na miejsce przetrzymywania zwierząt przez fundację i zlecić im (absolutnie nie korzystać z weterynarzy proponowanych przez fundację) wywiezionych zwierząt. Wykonać zdjęcia fotograficzne wszystkich wywiezionych zwierząt, policzyć zwierzęta. Opisać w protokole.

Wysłać urzędników z gminy do przeprowadzenia inspekcji w miejscu przetrzymywania zwierząt przez fundację celem dokonania oględzin zwierząt, miejsca, paszy, warunków utrzymania. Sprawdzić czy personel ma wymagane kompetencje, kwalifikacje do opieki nad tego typu zwierzętami, czy są doświadczone to osoby. Spisać wszystkich z imienia, nazwiska, adresu. Sporządzić protokoły z tych oględzin.

Gdy fundacja wystąpi o tymczasowy zabór zwierząt, wydać decyzję odmowną, zażądać zwrotu zwierząt na okradzione gospodarstwo i dopilnować, by wszystko na tym gospodarstwie grało.

Nadzorować gospodarstwo. Pouczyć rolnika o jego prawach i obowiązkach w temacie hodowli zwierząt. Udzielić pomocy prawnej I hodowlanej rolnikowi.

Jeśli pomożecie swojemu mieszkańcowi to on uniknie więzienia, przepadku mienia i utratę domu, a wy zaoszczędzicie na tym kilkadziesiąt do kilkuset tysięcy złotych sztucznie generowanych kosztów, które nalicza sobie fundacja w takich okazjach za przetrzymywanie zrabowanych zwierząt oraz ich transport, oględziny, rzekome leczenie.

Do dzieła! Za każdy dzień przetrzymywania zwierząt rolnika fundacja wystawi rachunek gminie do zapłaty i będzie to wysoki rachunek.

W razie pytań i wątpliwości proszę dzwonić - pomogę ile mogę.

Z poważaniem,

Rzecznik Praw Hodowcy
Izabella Redlarska, Rancho Romantica Rebelle, Czukty 1, 19-420 Kowale Oleckie, Woj.Warmińsko-Mazurskie, tel. 511945226

poniedziałek, 9 września 2019

Odwołanie od decyzji wójta z dnia 7 sierpnia 2019 o czasowym odebraniu moich ukochanych koni, suczki Amari, owieczek i kóz


IGKm.6140.2.2019.mb

Marek Wachowski
Samorządowe Kolegium Odwoławcze
ul. Kajki 10/12
10-547 Olsztyn
sekretariat@sko.cso.pl
tel. (89) 523 53 96, tel./fax (89) 527 49 37

Za pośrednictwem

Wójt gminy:
Krzysztof Locman

Kościuszki 44
19 - 420 Kowale Oleckie

 87 523 82 74
 87 523 82 09
 87 523 82 79

Fax: 87 523 82 09


Odwołanie od decyzji wójta z dnia 7 sierpnia 2019
 o czasowym odebraniu
 moich ukochanych koni, suczki Amari, owieczek i kóz


Niniejszym odwołuję się od decyzji wójta o czasowym odebraniu moich ukochanych zwierząt. Odwołuję się od całości decyzji. Domagam się zwrotu wszystkich moich zwierząt na moje gospodarstwo i wypłaty odszkodowania za te zwierzęta, które zostały doprowadzone do śmierci poza moją farmą oraz zadośćuczynienia dla mnie za wywołaną trzykrotną traumę przez 3 lata z rzędu, przez zorganizowaną grupę przestępczą, która mnie bestialsko napadła i okradła.

Domagam się przyznania pełnomocnika z urzędu reprezentującego mój interes prawny, ponieważ jestem tylko zapracowanym rolnikiem, a mam przeciwko sobie zorganizowaną grupę przestępczą, biegłą w przepisach prawnych i manipulacjach materiałem dowodowym, jak też w preparowaniu fałszywej, antydatowanej dokumentacji weterynaryjnej.

Wnoszę o nie branie pod uwagę żadnej obdukcji zwierząt wykonanej poza moim gospodarstwem, albowiem zwierzęta wywiezione z mojego gospodarstwa były w dobrym stanie, w dobrej kondycji i były zdrowe. Nie były badane na moim gospodarstwie w takim stanie, tylko dopiero, gdy zostały wywiezione, przetrzymane, przegłodzone, otrute, zakażone, zagłodzone na śmierć.

Osoby zaś sprowadzone na moje gospodarstwo celem rabunku mojego mienia to są osoby podstawione i niewiarygodne. Wiele z nich czerpie korzyści materialne lub finansowe z tytułu tego, że zostałam okradziona, lub są zawodowo uzależnione od osób, którym zależy na tym, aby zeznania były dla mnie niekorzystne.

Wnoszę o uchylenie decyzji wójta.
Wnoszę o przywrócenie terminu na złożenie tego odwołania, bo nie mam gdzie wydrukować i za co wysłać.

UZASADNIENIE

Nazywam się Izabella Redlarska. Jestem rolnikiem, hodowcą, Rzecznikiem Praw Hodowcy, Koordynatorem 35 Okręgu Olsztyn Warmińsko-Mazurskie z ramienia Jednej Polski.

Jestem Polką z krwi i kości, z dziada i pradziada, oraz z wychowania. Urodziłam się i wychowałam w polskim Szczecinie. Dzieciństwo i wakacje spędzałam na wsi u dziadków, na ich gospodarstwie, gdzie zajmowałam się tam z radością zwierzętami oraz ogrodem. Od dziecka przejawiałam zainteresowania życiem na wsi - to było to, co mi odpowiadało. Zawsze bardzo dobrze czułam się na wsi, na łonie natury.  Tak naturalnie i swobodnie.

Ukończyłam Technikum Odzieżowe oraz Studia Hotelarskie, studiowałam też anglistykę i ekonomię. Jestem katoliczką. Mam poglądy wolnościowe oraz narodowe, chrześcijańskie, humanitarne, konserwatywne. Jestem tradycjonalistką. Jestem mięsożercą. Mam krew grupy 0 Rh minus - jest to krew starożytnych myśliwych, ludzi spędzających swój czas na polowaniach, oraz jedzących duże ilości mięsa. Nie potrafię funkcjonować bez mięsa, tym bardziej, że cierpię na niedoczynność tarczycy, która sprawia, że jestem często zmęczona i senna i tylko mięso stawia mnie na nogi.

Dodam, że jedynie swojskie gospodarskie mięso ma wartości odżywcze i zdrowotne. Po mięsie kupionym w sklepie często choruję, ponieważ jest ono nafaszerowane chemią i mój organizm to wychwytuje. Nawet u moich kotów obserwuję wstręt do jedzenia kurczaków kupowanych w sklepie.
Bez wskaźników elektronicznych jestem w stanie wykryć I odczuć na własnej skórze szkodliwość mięsa sprzedawanego w sklepach.

Przed laty, jako osoba dorosła i świadoma moich marzeń i pragnień, podjęłam decyzję o wyprowadzeniu się z miasta i zamieszkaniu na łonie natury, ponieważ kocham naturę, kocham zwierzęta. To jest mój świat.

Zanim wyjechałam z miasta pracowałam w wielu diametralnie różnych zawodach. Byłam ciekawa życia i chciałam się jak najwięcej nauczyć. Między innymi pracowałam w zakładzie krawieckim jako krawcowa, w sądzie jako sekretarka i protokolantka, w salonie handlowym jako sprzedawca samochodów, następnie jako sprzedawca żaluzji, potem w firmie spedycyjnej jako spedytor, w firmie ubezpieczeniowej jako agent ubezpieczeniowy, dla firmy Oriflame jako dystrybutor kosmetyków i środków czystości,  w kwiaciarni jako bukieciarka, w agencji crewingowej jako asystentka prezesa firmy oraz pracownik kadrowy, jako korepetytor z języka angielskiego, jako nauczycielka i lektor języka angielskiego, jako stewardessa na statkach norweskich.

Prowadziłam też własną jednoosobową firmę, gdzie zajmowałam się tłumaczeniami językowymi, naborami na hostessy i panie sprzątające, handlem nieruchomościami oraz projektowaniem stron internetowych.

Zrezygnowałam z działalności gospodarczej z powodu dużych obciążeń ZUSowskich. Haracz dla ZUS to był zbyt duży ciężar dla początkującej, raczkującej działalności gospodarczej. Dokuczał też brak finansowania działalności na zakup niezbędnych urządzeń biurowych i kamery oraz wynajem biura.

Od 17 lat samodzielnie prowadzę gospodarstwo hodowlane na Mazurach Garbatych i wytrwale trzymam się zawodu hodowcy, rolnika i ogrodnika, bo jest to moje powołanie.

Od dziecka marzyłam o tym, żeby zostać rolnikiem lub leśnikiem, ale rodzice mnie do tego zniechęcali z uwagi na ciężką pracę i ciężkie warunki życia i pracy na wsi oraz moje zdrowie, ponieważ od dziecka chorowałam na reumatyczne zapalenie stawów  i miałam słabe serce.

Zgadza się - praca na gospodarstwie jest ciężka i warunki są ciężkie, ale to jest prawdziwe życie, prawdziwa, samodzielna praca na łonie natury dająca poczucie wolności i naturalności i mnie taki styl życia odpowiada. Uwielbiam przebywać na świeżym powietrzu i robić coś aktywnego, coś pożytecznego - widzieć efekty pracy moich rąk.

Od 17 lat jestem rolnikiem oraz hodowcą zwierząt gospodarskich i szlachetnych.
Zakup gospodarstwa na Mazurach umożliwiła mi ciężka praca za granicą na statkach norweskich, gdzie zarobiłam dosyć dobre pieniądze. Nikt mi nic za darmo nie dał - gospodarstwo kupiłam za własne, ciężką pracą zarobione pieniądze, a teraz zorganizowana grupa przestępcza wyciąga swoje pazerne, lepkie łapy po moją własność: prokurator Truchan nałożył zabezpieczenie na moją hipotekę na kwotę ponad 120 000 złotych, jednocześnie fałszywie oskarżając mnie o znęcanie się nad zwierzętami.

Wnioskował też o wydanie zakazu hodowli zwierząt i groziło mi, że przyjadą złodzieje i również ukradną moje kury i pozbawią mnie nie tylko mleka i mięsa, jak już to zrobili, ale także jajek. Ta banda najchętniej zagłodziłaby mnie na śmierć, byle tylko przejąć moje gospodarstwo.

Szubrawcy internetowi, którzy przez lata szczują na mnie lokalne instytucje przy pełnej wiedzy i aprobacie Prokuratury Rejonowej w Olecku, gorączkowo szukają przepisu na podstawie którego ktoś mógłby mi zabrać ogród i moje warzywa - to jest ten poziom nękania I zaszczuwania, którego jestem ofiarą.

Hodowlę zwierząt zaczynałam skromnie od stada kur i jednej kozy.
Jestem samoukiem. Potrafię sama się uczyć i doszkalać. Przez lata przestudiowałam wszystkie dostępne w miejscowej bibliotece podręczniki do hodowli zwierząt oraz uprawy ziemi i pastwisk oraz sadów, a także warzyw.

Także później kupiłam sporo używanych i nowych podręczników i poradników na internecie. Mam pokaźną biblioteczkę na temat rolnictwa, hodowli, treningów koni, przetworów oraz serowarstwa. Lata temu wyrabiałam sery. A o to owoce i warzywa wynikające z moich samodzielnych studiów i pracy:

https://ogrodyindianki.blogspot.com/

Zanim nabyłam kolejne zwierzę najpierw studiowałam szczegółowo i analizowałam podręczniki dotyczące hodowli danego gatunku i gdy już wiedziałam wszystko - wybierałam odpowiednią dla siebie rasę i dokonywałam zakupu. Każdy nowy zwierzak pojawiający się na moim Rancho to wielka radość. ❤

Wszelkie oszczędności i środki inwestowałam w gospodarstwo, swoim osobistym kosztem. Moje osobiste potrzeby zawsze schodziły na drugi plan, bo najważniejsze było gospodarstwo i zwierzęta. W tym kontekście bardzo boli wielka krzywda, którą doznałam od systemowego bezprawia, które doprowadziło do okradzenia mnie z mojego majątku i zniszczenia moich hodowli. 😢😢😢

W swojej karierze hodowlanej wyhodowałam ponad 50 kóz, 50 owiec, kilka sztuk koni, kilka sztuk bydła mlecznego, hodowałam inne gatunki drobiu takie jak kaczki, gęsi, indyki, perlice - w niewielkich ilościach na własne potrzeby, a także króliki.

Moje gospodarstwo jest gospodarstwem niezmechanizowanym. Staram się prowadzić je metodami tradycyjnymi, ekologicznymi, oraz dostosowanymi do istniejących warunków w jakich przyszło mi hodować zwierzęta.

Zwierzęta hoduję w sposób naturalny, maksymalnie zbliżony do warunków naturalnego chowu. Zwierzęta u mnie mają ogrom wolności i są bardzo szczęśliwe. Kochają mnie, a ja kocham je. Uwielbiam także przebywać wśród roślin, wśród natury. Pasjami uprawiam ogród, a w nim warzywa, owoce i zioła, kwiaty, drzewka owocowe i krzewy.

https://ogrodyindianki.blogspot.com/

Owoce mojej ciężkiej, 17 letniej pracy zostały bestialsko i cynicznie zrabowane w środku nocy 3 maja w samo święto Konstytucji w 2018 roku, która jest gwarantem prawa własności i wolności oraz 8 kwietnia 2019 roku w dzień.

https://kreatywnaromantyczka.blogspot.com/2018/06/terror-2-i-3-maja-2018-roku.html

Z tego przykładu widać, że urzędnicy i organizacje pozarządowe stawiają się ponad Konstytucję i ponad elementarne prawa człowieka zagwarantowane przez Konstytucję.

30 lat po Magdalence urzędy i organy ścigania służą terroryzowaniu obywatela, a nie ochronie jego podstawowych praw.

Moje hodowle zostały zniszczone przez podłość lewicowych funkcjonariuszy organów ścigania, przez chciwość i podłość lewicowych urzędników, oraz fundacji terrorystycznych zwanych fałszywie fundacjami pro zwierzęcymi, albowiem fundacje nie działają dla dobra zwierząt, a tylko i wyłącznie dla własnych interesów.

Fundacje zarabiają na zrabowanych zwierzętach grube tysiące. Żyją z kradzieży cudzego mienia.

Obecny system państwa popiera napadanie na swoich obywateli w środku dnia i nocy i bezwzględne ich rabowanie.

Ponieważ to pismo zamierzam wysłać również do wiadomości z Ministerstwa Sprawiedliwości, do pana Zbigniewa Ziobro, zamieszczam w nim również postulaty, które powinny zostać w naszym kraju zrealizowane dla dobra Polski I polskich hodowców.

MOJE POSTULATY
Postulat 1
Postuluję o wzmocnienie prawa własności tak, aby żaden bandyta z pseudo fundacji pro zwierzęcej lub urzędas czy funkcjonariusz państwowy nigdy nie miał możliwości wtargnąć na prywatny teren Polaka, by splądrować mu jego posesję, jego gospodarstwo, włamać się rolnikowi do domu, pobić go i wywlec w kajdankach z domu w skarpetkach pod fałszywym pretekstem podejrzenia zaniedbania zwierzęcia.

Trzeba skorygować ustawę o ochronie zwierząt w ten sposób, by zabezpieczyła ona prawa człowieka i interesy hodowcy i właściciela zwierzęcia.

Niedopuszczalne jest to, aby ludzi traktowano gorzej niż zwierzęta.

Pierwszy, który stawiał zwierzęta ponad ludzi to był Hitler. Stawianie zwierząt ponad dobro ludzi to jest faszyzm. Faszyzm jest ideologią zbrodniczą i zakazaną w naszym państwie. Żadna instytucja nie ma prawa działać w sposób faszystowski wobec Polaków, wobec polskich hodowców.

Niedopuszczalne jest to, aby ludzi skazywano na więzienie za zabicie karpia na stół wigilijny!

Ustawa o ochronie zwierząt w obecnej formie prowadzi do skrajnej patologii, gdzie fundacje prozwierzęce napadają na hodowle, skąd z premedytacją rabowane są zwierzęta zadbane, zdrowe, którym nie dzieje się krzywda - i pod pretekstem rzekomego ich ratowania wywożą je, po to, żeby czerpać na tej podstawie ogromne korzyści finansowe i materialne.

Branża prozwierzęca w Polsce jest to najbardziej zakłamana i obłudna patologia w kraju. Chamska grabież pod pretekstem ratowania zwierząt.

Ja walczę z tą patologią jako hodowca, ale nie mam takich narzędzi prawnych aby zrobić z tym należyty porządek. Przede wszystkim zaś nie da się przywrócić do życia zwierząt, które fundacja i wójt doprowadzili do śmierci. Ponad 20 owiec i kóz wymordowali mi. Także doprowadzili do śmierci nowo narodzonego źrebaka.

Nie jestem jedyną osobą, której zwierzęta ukradziono i wymordowano. Sejm w obecnym składzie pali głupa, że nic się nie dzieje. Posłowie obecnej kadencji Sejmu opracowali bardzo szkodliwe zmiany do ustawy o ochronie zwierząt, które bardzo ułatwiają wszelkie patologie ze strony fundacji prozwierzęcych, a w tym: manipulacje materiałem dowodowym, grube mataczenie, wystawianie fałszywych  zaświadczeń i opinii oraz łapownictwo i korupcję, przestępcze przejmowanie cudzej własności.

Fundacje prozwierzęce mają większe uprawnienia niż służby specjalne przez co działają jak terroryści. Nie liczą się z prawem, nie liczą się z właścicielami zwierząt, nie liczą się z dobrem zwierząt w tym biznesie, bo jest to biznes. Chodzi o to, by się jak najbardziej nachapać cudzym kosztem w świetle rzekomego prawa - by okraść człowieka z jego dobytku i go zaszczuć, by nie miał siły się bronić i walczyć o swoje prawa. Fundacje na swoje ofiary często wybierają osoby samotne, starsze, chore, które posiadają zarówno zwierzęta jak i atrakcyjne nieruchomości.

Jest to wyrachowana, perfidna działalność prowadząca do ograbienia właściciela ze wszystkiego co on posiada. Obrabowany człowiek jest zamykany do więzienia lub do psychiatryka, aby nie mógł walczyć o swoje prawa, o swój majątek.

Postulat 2
Należy przywrócić chłopom prawo do uboju gospodarczego na gospodarstwie.

Od tysięcy lat, odkąd ludzie hodują zwierzęta, było to rzeczą całkowicie naturalną, powszechną i normalną, że chowano na gospodarstwach i ubijano bez pośredników zwierzęta celem pozyskania mięsa, skór, futer.  Z reguły podczas uboju samodzielnie ubijano na gospodarstwie lub proszono doświadczonego ubojowca z sąsiedniego gospodarstwa. Rzeźnia była wyborem, a nie przymusem.

Odchowane zwierzęta zabijano na mięso w miejscu ich wyhodowania i sporządzano z nich smakowite i zdrowe, pożywne potrawy, wędliny, konserwy.

Tę wolność nam rolnikom odebrano po raz pierwszy w historii ludzkości przez tyranistyczną Unię Europejską, która zabezpiecza interesy lobbystów.

Od kilku lat tyranistyczna Unia Europejska zakazała uboju, komplikując gospodarzenie i życie rolnikom i hodowcom.

Rolnicy są zmuszani do sprzedaży zwierząt po zaniżonych cenach do rzeźni, często poniżej progu opłacalności. Mi handlarze bydła proponowali kiedyś 1 złoty za kilogram zdrowej, ekologicznej wołowiny, która w sklepie kosztuje nawet 40 złotych za kilo!

Teraz zwierzęta muszą przeżywać traumę transportu i bestialskiego mordu w rzeźniach.

Ubite zwierzęta w postaci tusz mięsa trafiają do fabryk, gdzie mięso jest zatruwane chemikaliami i pompowane wodą.

Takie trujące sztuki mięsa leżą potem w supermarketach w bardzo wysokich cenach.

Mięso, które przechodzi przez pośredników jest toksycznym i drogim oszustwem napompowanym wodą i chemikaliami.

Uciążliwość i nieludzkość transportu zwierząt do rzeźni pokazuje, że zwierząt nie należy transportować, lecz należy ubijać w miejscu wyhodowania i chowu, aby im zaoszczędzić stresu i zbędnych cierpień.

Zatem należy przywrócić chłopom prawo do uboju gospodarczego na gospodarstwie.
Proste? - Proste.

Postulat 3
Zdecydowana likwidacja dzików z ASF.  Budowa ogrodzenia na granicach uniemożliwiającego przemieszczanie się dzików z innych krajów do Polski.

Przeprowadzenie drobiazgowych badań dotyczących pochodzenia zarazy oraz sposobów jej rozprzestrzeniania się oraz sposobów jej zapobiegania.

Postulat 4
Rządowy program finansowania budowy przydomowych rzeźni i masarni na gospodarstwach rolnych zajmujących się hodowlą trzody chlewnej, bydła oraz innego żywca.

Zabrać bankowi Morgana 20000000 i dać polskim rolnikom na budowę przydomowych rzeźni I masarni celem zatrudniania okolicznych Polaków w tych zakładach.

Resztki poubojowe mają odbierać fermy lisów i schroniska dla psów.

Ułatwić rolnikom prowadzenie przydomowych ferm lisów i schronisk dla psów.

Obecny system państwowy to rak, który atakuje zdrową tkankę narodu.  Od wielu miesięcy, a nawet paru lat, państwo niszczy hodowle trzody chlewnej w Polsce. Państwo sprzyja zachodnim lobbystom, którzy przejmują rynek zbytu w Polsce za pomocą sztucznie roznoszonej epidemii ASF.

W Polsce z powodu spożywania zatrutej żywności z Zachodu umiera rocznie po 100 000 ludzi na raka. Musimy zadbać o zdrowie Polaków i bezpieczeństwo żywności. Tylko polska żywność ma rację bytu w Polsce.

Postulat 8 Prawo do broni
Polacy mają prawo do samoobrony i w związku z tym muszą mieć też prawo do broni.  Jedno prawo wypływa z drugiego.

To skandal, że Naród, który tyle wycierpiał podczas II wojny światowej jest
najbardziej bezbronnym społeczeństwem na świecie.

Dla bezpieczeństwa narodu polskiego pożądane jest aby w każdym polskim domu była broń.

Ja mieszkam na koloni za wsią, w szczerym polu i nic mnie i nikt mnie nie chroni. Policja zamiast bronić napada, okrada, dewastuje mi dom, porywa i wywozi poza miejsce zamieszkania nawet 60 km dalej i porzuca.

Fundacje prozwierzęce nie zabierają ludziom zwierząt po to, żeby je uratować, tylko po to, żeby na nich grubo zarobić.

Fundacje prozwierzęce zarabiają na kilka sposobów na kradzionych zwierzętach. Mianowicie zarabiają na:

Na zawyżonych kosztach transportu,
Na zawyżonych kosztach pozorowanej obdukcji,
Na zawyżonych kosztach utrzymania zrabowanych zwierząt,
Na zawyżonych kosztach rzekomego leczenia,
Na zbiórkach internetowych organizowanych rzekomo na zrabowane zwierzęta.
Na sprzedaży zrabowanych zwierząt.

Tak samo stało się w moim przypadku. dwukrotnie zostałam bestialsko napadnięta i obrabowana z mojego inwentarza. Wywieziono zwierzęta zdrowe, w dobrej kondycji, którym nic nie zagrażało, którym nie zagrażała śmierć na moim gospodarstwie. Duża liczba zwierząt została zmarnowana, zagłodzona na śmierć.

Moje konie były zadbane, karmione, pojone, czesane, szczotkowane werkowane, szczepione i odrobaczane. Wójt nie zadał sobie trudu, żeby przesłuchać osoby, które zajmowały się końmi przez ostatni rok, które o konie dbały, nadzorowały, karmiły, poiły, czesały, szczepiły, szczotkowały, werkowały, trenowały, wychowywały.

Wójt nie zadał sobie trudu, żeby przesłuchać weterynarzy, którzy przyjeżdżali na moje gospodarstwo hodowlane odrobaczać, szczepić.

Wójt zignorował opinię pani lekarz weterynarz Izabeli Laszczyńskiej, która mówi o tym, że w czerwcu roku 2018 konie wszystkie były zdrowe i w bardzo dobrej kondycji, co kłóci się z oszczerstwami Elżbiety Kozłowskiej z Fundacji Molosy Adopcje, która kłamie, że ja zaniedbuję zwierzęta i znęcam się nad nimi od 17 lat.

Decyzja wójta została wydana w oparciu o fałszywe opinie weterynaryjne oraz fałszywe zeznania. Owszem dwa konie przed przyjazdem fundacji padły, ale padły z przyczyn naturalnych. Źrebak dostał kolkę, a wysokoźrebna klacz przewróciła się i poroniła.

Pozostałe na gospodarstwie konie były w kondycji zadawalającej i dobrej.
Były pod moją opieką. Były codziennie karmione i pojone. Na gospodarstwie znajdował się zapas paszy objętościowej i treściwej, lizawki solne, swobodny, łatwy dostęp do wodopoju 24 godziny na dobę.
Konie nie miały prawa być odwodnione, bo były czynne stawy i dwie rzeczki, na polu stała woda. Zwierzęta wielokrotnie w ciągu dnia piły.

Na polu mam 11 hektarów wysokiej, gęstej trawy i dostęp do czystego wodopoju z rybkami, kijankami, żabami. Budynek pełniący rolę wiaty jest bezpieczny, czysty, przestronny. Gospodarstwo i warunki utrzymania zwierząt spełniają wymogi unijne.

Wnoszę o uchylenie decyzji wójta.
Wnoszę o przywrócenie terminu na złożenie tego odwołania, bo nie mam gdzie wydrukować i za co wysłać.

Z poważaniem,
Naturalistyczna hodowczyni koni, owiec i kóz: Izabella Redlarska, Rancho de Rebelle, Czukty 1, 19-420 Kowale Oleckie, Woj.Warmińsko-Mazurskie, tel. 511945226

Moje fotografie:
https://www.instagram.com/izabella_redlarska/

Moje Rancho i hodowla koni:
http://ranchoderebelle.blogspot.com/

sobota, 20 lipca 2019

Porównanie pastwisk w Czuktach




Dla porównania dwa pastwiska w Czuktach: jedno bogato zarośnięte, pełne paszy u mnie na moim gospodarstwie, drugie wygolone do gołej ziemi u sąsiada.
Na polu u sąsiada: brak trawy, brak wody, brak wiaty - a mimo to jemu nikt krów nie zabiera.

Ja zwierzęta w Czuktach hoduję od 17 lat.
Zaczynałam od jednej kozy i zawsze zwierzęta u mnie miały paszę zapewnioną. W sezonie pastwiskowym naturalnie na moich łąkach, a na zimę robiłam im siano albo kupowałam gotową paszę.
Po 17 latach przyjeżdża sobie cwaniara ze Śląska i kradnie mój dobytek i oczernia mnie po całym internecie, że ja się niby znęcam w taki sposób, że niby głodzę i morduję konie.

Chamstwo i bezczelność tej kobiety i arogancja nie zna granic. Chamstwo, zakłamanie , obłuda.

Znowu są fabrykowanie pseudo dowody przeciwko mnie, mające udowodnić, że niby się znęcałam.

Najpierw są oszczerstwa, a potem są dorabiane do nich pseudo dowody. Tak działa fundacja Molosy Adopcje.




Stajnia/wiata moich koni


Pusta i czysta stajnia czeka na moje zwierzęta.
Na pewno bardzo tęsknią za domem i swoją panią.

Bardzo źli ludzie porwali je z ich rodzinnego domu i wywieźli je w syfiaste miejsca nastawione na zysk. 

Dla porywaczy liczy się tylko kasa: byle wyrwać jak najwięcej pieniędzy z gminy bądź od właściciela. Na tym opiera się ich działalność.

Wyrachowanie i żądza pieniądza to jest to, co określa fundację Molosy Adopcje, a zwłaszcza jej prezeskę Elżbietę Kozłowską. Fundacja to tylko przykrywka, pretekst do okradania bezbronnych kobiet z ich zwierząt. Ta pani nie pracuje. Ta pani żywi się tym, co ktoś wypracował długoletnią, ciężką pracą. Nie da się ukryć, że Elżbieta Kozłowska to pasożyt społeczny żerujący na cudzym mieniu.